it's just a jump to the left, and than step to the right 2011-04-01 13:38:00

alez przezabawnie! za kazdym razem jak czytam sobie te wypociny ponizsze 'OD WIELKIEGO DZWONA' to mam ochte sie zzygac z wlasnej wybujalej wyobrazni.

bo cala sprawa z tym byciemz kims kogo dobrze znam oczywiscie nie tyczy sie tylko tej jednej konkretnej osoby. chociaz fakt - w tamtym momencie byla dosc blisko. bo tego potrzebowala. nie zaluje nikomu, nie potrafie odmowic i jesli ktos ma ochote wyplakac mi sie w ramie czy poczuc sie przez chwile lepiej - here i am. taa, potem zazwyczaj sie konczy strzalem w pysk. w tym wypadku tak nie bylo, bo juz jestem do tego przyzwyczajona. moze wlasnie na tym ma polegac nasza przyjazn. jakkolwiek to zwac, to wydaje mi sie ze jest to jakas forma przyjazni. znamy sie jak lyse konie i potrafimy nie raz przewidziec co zrobi druga strona, zanim ta druga strona w ogole o tym pomysli.

mam jakies takie flashbacki ostantio, przypominam sobie lipcowy wyjazd do wro. szybki bardzo. w pociag rano, o 13 na miejscu, potem poczekac az N. skonczy prace, jazda do domu razem w niezrecznej ciszy i sosie z wzajemnych pretensji, jedna z okropniejszych rozmow, zajebiscie czosnkowy kebs w alladynie, noc podczas ktorej nie wiedzialam czy chce sie przytulic czy wole spac na podlodze. w koncu zasnelysmy przyklejone do siebie. przed wyjazdem ogladalam marie antoniene. bylam na koncercie coco rosie w csw. a jak wracalam o 6 rano do waszawy, sluchalam patricka. i on potrafi u mnie wywolac takie drzenie serca jakby zaraz mial sie skonczyc swiat. jakby na swiecie nie bylo absolutnie nikogo, kto by mnie rozumial.

na szczescie przekonuje sie ostatnio, ze nie jest tak zle jak mi sie wydawalo. bardzo duzo sie zmienilo od ostatniego roku. przede wszystkim postanowilam ze 2010 to byl rok spelniania marzen, a dzis pomyslalam, ze to przeradza sie w takie podejscie do zycia ze jak cos chce, to nalezy to zrobic. chce sie zapisac na lekcie spiewu - i wiem, ze sie zapisze. bo chce kurwa jasna mac spelniac marzenia. i wiem, ze pewnie nigdy mi sie to nei przyda itd, ale dla samej siebie chce. i tlumaczyc sie nie bede.
wiele zmian jeszcze przede mna. i nie zawaham sie im uzyc. beware!

skomentuj (0)

ha! 2011-02-04 16:52:56

fuck it.
ok.
mam postatnowienie na ten rok.
nie dac sie ruchac w dupsko. a jesli juz za moja zgoda.

na szczescie udalo mi sie wykaraskac z tego stanu, z poprzedniego wpisu. UFFF!

skomentuj (0)

shining dragons 2011-01-12 23:55:31

para pam, pszzzzzz!
ALE!
dobra.
bo ogolnie jest tak, ze traktuje tego 'bloga' jako moja przestrzen. taka polprywatna. bo niby kiedys go sporo osob czytalo, potem go zwinelam na czas dluzszy, a teraz bardzo rzadko, od wielkiego dzwona cos mam ochote tu napisac. the thing is, ze o ile na fb czy twitterze napierdzielam jak glupia, bloga regularnego zaniedbuje tak bardzo, ze zazwyczaj o czyms pisze dopiero jak to cos wygasa, wiec sie mniej liczy, wiec w ogole to sie wszystko kupy nie trzyma.

moze ot faktycznie tak jest, ze tru low, tylko raz w zyciu? moze faktycznie na jedna osobe przypada tylko jednak ta WLASCIWA. bo ze wiecej w ogole to tak, ja sie zgodze nawet, i przyklasne, bo i po co sie ograniczac, skoro tyle dobr niematerialnych na swiecie.
jak byc moze powszechnie wiadomo, ja nie z tych, co za kazdym razem krzycza po dwoch tygodniach TO TA. a nie moge niestety ukryc, ze rotacja jest NIESTETY spora.
nie interesuja mnie fuck mates, emo szestastolatki, bardziej emo siedemnastolatki, osiemnastolatki zbuntowane. ani mix tychze tez nie, ani siusiumajty ktore 'chca sie przekonac'. ja jebie.

bo nei wiem jak to powiedziec. bo sie cos ostatnio dzieje. tzn juz od paru miesiecy jestem z kims coraz blizej. i to wcale nie z kims nowym, z kims kogo nie znam, z kim po kim nie wiem czego oczekiwac.
i tak w glebi serdunia czuje, ze moze to ryzykowne i moze sie skonczyc bolesniejszym kopem w tylek (ale tez moze to splynac po mnie jak po kaczce), ale moze tez wyjsc zupelnie zdrowo i fajnie.
bo ja wiem, ze pewne rzeczy we mnei sie nie zmienia, i w niej tez nie. ale tez wiem, co sie zmienilo.
chociaz sa dosc duze i zasadnicze argumenty PRZECIW. ale ten utrzymujacy sie ciagly flirt na serio mi sie podoba. a tak ze to wisi w powietrzu juz ostro, to juz pare tygodni.
no i jak wlasnie ustalilysmy na arenie facebookowej publicznej, znamy sie jak lyse konie. nie wiem.
staram sie troche obiecywac sobie, zeby tego za bardzo nei rozkminiac, bo wiem, ze im bardziej sie ja rozkminia tym bardziej ona stroszy piorka i sie wscieka. przejelam po niej troche takie podejscie 'nie definiujmy wszystkiego'. moze troche dlatego, ze nie bylo czego po niej definiowac za bardzo.
ale tez, w kazdym, autentycznie w kazdym momencie, kiedy mialam parowy fuck-up zawsze wracalam myslami do niej. i nie raz mi dupe ostatnio ustawiala do odpowiedniego poziomu, a ja jej z reszta tez.

ciezki lajf!

ale to sie tez smiesznie sklada, bo nie dalej niz kilka miesiecy temu, pomyslalam sobie, ze fajnie by bylo byc z kims itd, ale z kims kogo znam od dawna. nie ze jakies tam internetowe gowniane znajomosci, tylko cos co najpierw jest oparte na przyjazni.

o matko, jaki ciezki lajf!








skomentuj (0)

ta-dah! 2010-11-27 19:24:24

albo nie.
jednak kutag ci w oko.
wlasciwie to jakos tak przez te ostatnie pare dni zaczynam sobie przypominac jaka jestem zajebista.

skomentuj (0)

nuclear skies 2010-11-18 00:59:11

wiedzialam, ze tak bedzie.
bolala mnie rano glowa. tak przeokrutnie ze ciagiem wziealm 2 ibupromy, mocna kawa, leczek uspokajajacy, mocna kawa2. gowno.
wrocilam do domu, urawszy sie z pracy wczesniej niz zwykle. wyszlam z zalozenia ze mnie to wszystko pierdoli juz rowno.
zaparzylam waniliowa kawe. jak si epozniej okazalo, wcale mnie jeszczeobecnapraca tak bardzo nie pierdoli, bo siedzialam do 21 i klikalam, i pisalam i i tak wyjdzie na to, ze spierdolilam.
kutang z tym. nie o tym byc mialo.

bo ja sie dalej zle czuje. w zwiazku z tym wszystkim co w kilku poprzednich notkach.
jednak wyaksowanie kogos z glowy nie jest takie superproste.
najchetniej bym gdizes kliknela 'usun', 'delete', fakin cokolwiek.
dostalam przed weekendem majowym perfumy od sylwka. nie moge ich wachac, tak straszliwie mi sie z nia kojarza.
kojarza mi sie z czekaniem na nia, z nocnymi telefonami, ze spontanicznymi spotkaniami po pracy, z jezdzeniem po miescie samochodem. z poczuciem 'jezu! moje sercejednak nie jest taka pierdolona skala!'.
i gowno.
ja wiem. jak sie za mocno naciska, to sie tylko mniej dostaje.
kojarzy mi sie moimi prosbami, zebys na siebie uwazala.
z opierdoleniem 'masz mnie w dupie!' i twoim pozniejszym telefonem.
i wtedy bylo wszystko ok.
i pamietam jak przyjechalas chwile przed polnoca.
a ja sie czulam wtedy tak. TAK SIE CZULAM!

i kiedy to bylo?
to bylo 5 misiecy temu.
w czerwcu. teraz jest listopad.
piec miesiecy. prawie pol roku. a mnie dalej trafia taki szlag, jak dawno.

ZLE.NAJGORZEJ.iNietakmialobyc

skomentuj (0)

r e s p e c t 2010-06-14 15:46:45

having respect for yourself, doesn't mean being disrispectful for others.

skomentuj (0)

odsiekany kawalek kostki lodu ktora mam w srodku 2010-06-13 21:15:49

nie chcialam sie tak poczuc.
to bylo niskie i chamskie.
wszystko mi sie wyslizgnelo. rozsypalo. wyszla straszna dupa.

jestem jakby.. zastana. nie wierze w to co sie stalo i nie chce wierzyc. a to sie stalo.

nie lubie jak mi sie udowadnia na sile ze sie jest zlym czlowiekim, keidy ja kurwa na prawde wiem ze sie nim nie jest.

nie jestes.


a ja nie jestem pierdolonym kroliczkiem. to zabrzmi glupio, ale jestem zbyt... wrazliwa (?) na takie akcje.
chcialabym zeby cos do niej dotarlo. to takie kurwa latwe przeciez.

ja tu wyle przemyslen, tyle chcialam jej powiedziec. o tym ze nie bede cisnac. ze zaakceptuje kazda jej decyzje.
nie.
nie to nie.

poczekam az bedzie chciala cos ode mnie. wiem ze nie bedzie. ale mam zlosliwa nadzieje ze bedzie.


bardzo bardzo przykro.

skomentuj (0)

put my best foot forward 2010-06-10 14:21:04

to ze ja jestem zolza to ja wiem. ze jestem niecierpliwa, zazdrosna. ze jestem pierdolona ksiezniczka i ma byc tak, jak ja sobie wymysle i zaplanuje. ciezko mi powiedziec czy planuje czesto czy rzadko, ale jak juz planuje i chuj z tego wychodzi to sie wsciekam. ostro sie wsciekam.

doszlam ostatnio do wielkopomnego wniosku.
nie mam stalej wartosci.
mialam kiedys takie stale wartosci, ktore pozwalaly przezyc kolejny dzien normalnie. czuc sie potrzebna i spelniac sie w tym co robie.
a teraz nic.

nie czuje sie potrzebna. czuje sie jakbym byla ciezarem kazdemu, komu proponuje cokolwiek.
ale jak juz ktos proponuje, to ja oczywiscie jak glupi szczeniak lece merdajac ogonem.
wiec jak wszyscy maja potrzeby, to ja - prosze bardzo. ale jak potrzebe mam ja to jest dupa.

i ja stwierdzam. znow wielkopomnie, ze to trzeba zmienic.
ja mowie stop i mam kurwadosc.

napinac sie moge, chce, tylko efekt tego napinania musi byc ciekawszy niz jest teraz.
wiec sie napinac nie bede.


swoja droga. ciekawe ze w kazdej ksiazce szczygielskiego kazda laska jest tepa cipa, ktora mysli jedno i zawsze, ale to ZAWSZE robi cos innego.

mad world.

skomentuj (0)
Księga Gości
lasty efemy
gosc od mrozonek
pa, bazyli! w sensie, ze moi.
brołkę birdi

arch. XII.04-III.04
marzec 2004
luty 2004
styczen 2004
grudzien 2003

blogi - raz bardziej, raz mniej powaznie
HHM bo mam slabosc. poniekad...
okno niektorych na swiat
kultura 2.0 miejski odchamiacz
gadugadu
kalashnikov kalashnikov nie jest blogiem
piżą
falaa
niebisko -mi niebisko jej :P
the music boy